Hello World … czyli RWK znowu nadaje:)

Truizmem byłoby zacząć od tego, że minął rok. Bo minął:) Jak co roku. Ale kto nam zabroni truizmów?
I jak co roku – szykujemy się do bitwy z przeważającymi siłami potworów:) obmyślamy plany, szykujemy zaawansowane strategie, przeliczamy siły… Będzie się działo:)

Macie tam ktoś – gdzieś jakiegoś porządnego Szamana, co niedrogo bierze za zaklinanie pogody? Bo coś w tym roku szykuje się klasyczne polskie lato, bliżej 18 niż 27 stopni… Nie, żeby od razu siać panikę, ale przejrzawszy kilka prognoz – letniego optymizmu w nich nie ma. Co prawda, pogoda nic nam nie zrobi :)) …ale jakbyście mieli, to podrzućcie namiar:) I ważne, żeby była gwarancja na usługę…

Yoshi
Redaktor Naczelna Radia Wolny Kołatek

Reklamy

And the winner is….

Fortuna kołem się toczy, gra się do ostatniego gwizdka, nie wolno spoczywać na laurach, nie ciesz się przedwcześnie, wiele się może zdarzyć między ustami a brzegiem pucharu… wszystko prawda i jeszcze raz prawda. Pomarańczowi byli już tak pewni zwycięstwa, że już podzielili czerwone pasy między siebie, już w nich pojechali do domu….a tu, trach! Ostatni konkurs wyszedł im słabo, dodały się wyniki konkursu czystości i TADAM! na ostatniej prostej, o krótki pysk – wygrały Różowe. Ależ był pisk:)) Te emocje oczywiście w grupie młodszej. W starszych – bezapelacyjnie zwyciężyli Brązowi.
W konkursie czystości – pierwsze miejsca dla Błękitek i Fioletek.
I kolejny turniej za nami, kolejne emocje, doświadczenia, kolejne dyplomy rozdane, mnóstwo radości, trochę smuteczków i zawiedzionych nadziei…ale jak to w życiu – czasem słońce, czasem deszcz :)

…a jutro wracamy do domu…

 

Głos Kołatka: O sterowaniu manualnym

Miejsce: dowolne. Na ziemi papierek po cukierku. Przechodzi obok niego kolejna osoba, nikt nie podnosi. Po zwróceniu uwagi pierwsza reakcja to: ” Ale to nie mój”. Po zwiększeniu nacisku – papierek zostaje podniesiony, ale na wyraźne żądanie.

Szafa w pokoju dziecięcym: stan – jak po wybuchu granatu. Gdzie masz spodnie od pidżamy? Nie wiem. To poszukaj. Stan dnia następnego: spodni ciągle nie ma. Poziom rozdrażnienia rośnie – jedno sprawne wygarnięcie rzeczy z półki na podłogę – magicznym sposobem spodnie się znajdują na samym wierzchu.

Wyjście nad jezioro: proszę, żeby wszyscy założyli na głowę czapki i wzięli butelki z wodą. Idziemy się kąpać nad jezioro. Połowa przychodzi na zbiórkę bez czapek, reszta nie ma butelek, ktoś przychodzi w czepku pływackim, ktoś bez ręcznika.

Pytanie za 100 punktów: co wspólnego mają wszystkie te sytuacje?
Odpowiedź: Jest to administracyjna próba przejścia ze sterowania manualnego – na automatyczne.
Otóż – obiekt codziennie sterowany manualnie oczekuje na dyspozycje co do każdego aspektu swojego życia. Włóż czapkę, załóż szalik, zapnij kurtkę, weź zeszyt, zawiąż buty, wypij herbatę, zjedz bułkę itd itd…proste komendy, które niezwykle ułatwiają życie administratorowi jednocześnie sprawiając, że obiekt jest całkowicie zwolniony z myślenia i postępowania według najprostszych nawet algorytmów. Rozkaz – wykonanie. Brak rozkazu – brak działania.
I tak oto obiekt sterowany manualnie trafia do administratora, który ma większe wymagania systemowe – oczekuje postępowania według algorytmów, używania pełnych zasobów do przetwarzania danych z otoczenia, łączenia procesów w ciągi logiczne. A tu – skucha. Obiekt sam z siebie nic, ciągów logicznych jak na lekarstwo, próby wymuszenia działania według algorytmu kończą się zawieszeniem systemu i trzeba robić twardy reset za pomocą komandosów. Sfrustrowany admin rwie coraz więcej włosów z głowy i próbuje półautomatyki. Trochę manualu i metodyczne wdrażane automatyki. Droga przez mękę, ale innego wyjścia nie ma.
I tak oto ostatecznie osiągamy stan, kiedy po komendzie ” A teraz idziemy do domków i sprzątamy”- domek zostaje wysprzątany, rzeczy poukładane, łóżko zasłane, podłoga zamieciona, łazienka wyczyszczona. Czyli – algorytm „sprzątanie” został wdrożony. I tak po kolei ze wszystkim. Postępując konsekwentnie i dając szansę obiektowi na poszerzanie możliwości systemowych – sprytny admin wkrótce będzie mógł układać bardziej złożone zdania używające składni w rodzaju: „Idź do domku, jeśli jest tam Bartek, powiedz mu, żeby wziął bluzę i przyszedł na boisko, a jeśli go nie ma – poszukaj go”. Idąc tą drogą – być może wkrótce admin nie będzie musiał rozwijać szczegółowo swoich poleceń bo doprowadzi do stanu, w którym obiekt samodzielnie będzie sobie tworzył algorytmy. I o to własnie szanowni Państwo chodzi w uczeniu dzieci samodzielności. Trzeba dać im szansę samodzielnie działać, nawet jeśli będzie to nieporadne, powolne, naznaczone błędami, a Wy sami zrobilibyście to sto razy szybciej i lepiej lub dali kilka szybkich rozkazów jak usprawnić działanie.

Redakcja z uwagą co roku czyta karty obozowe i uwagi w nich zawarte. Nikt nie pisze, że dziecko: nie potrafi utrzymać swoich rzeczy w porządku, rozbiera się tam gdzie stoi i tam zostawia rzeczy, ciuchy rozrzuca po całej okolicy, nie wie, że włosy czesze się codziennie tak samo jak myje zęby i zmienia majty, nie potrafi pościelić łóżka, oczekuje, że ktoś po nim posprząta, powie co zjeść i kiedy, pomyśli czy aby nie chce siku. Ale o alergiach nie zapomina napisać nikt – nawet tych mało zauważalnych. Redakcja jest przekonana, że nie jest to spowodowane złą wolą tylko faktem, że obiekt sterowany manualnie każdego dnia i na niemal każdym kroku – wykonuje wszystkie polecenia bezbłędnie i zostaje uznany za samoobsługowy. Ale kiedy sterowania manualnego nagle brakuje i nikt nie wydaje szczegółowych poleceń – wszystko się rozjeżdża. Blue screen.
Co kończąc nocne rozważania, do przemyślenia na dni przyszłe wszystkim Adminom Redakcja pozostawia,
z szacunkiem i ukłonami:)
Yoshi Redaktor Naczelna Głosu Kołatka

Wtorek – dniem bez dzwonienia

Tradycyjnie – ostatni dzień obozu (wtorek) ogłaszamy – dniem bez dzwonienia. Czyli we wtorek telefony grup nie będą odbierane. Mamy tu dużo zajęć, mnóstwo atrakcji…ni mo casu na gadanie:) W środę, nagadacie się do upadłego:)

W sprawach pilnych i nie cierpiących zwłoki – można dzwonić do Sempai Izy – tel. 607 30 21 30.

Zbliżamy się do finału…

Już już… zostało raptem dwa dni i wracamy. A to oznacza, że za chwilę wielki finał :) W klasyfikacji ogólnej na pierwszym miejscu pomarańczowi i brązowi:) Ale pamiętajmy – przed nami jeszcze dwa dni zadań a fortuna kołem się toczy.

Dziś – bieg terenowy z mapą – kto odnajdzie ukryte skarby jutro będzie mógł je złożyć w darze Shogunowi i opowiedzieć swoją historię poszukiwania.

Głos Kołatka: Rzecz o adekwatności słów i sytuacji oraz zespole odstawiennym…

Dzień pierwszy obozu, dziewczynki starsze: Sempai, Sempai, czy my możemy zamykać domek w nocy na klucz? Nie możecie, a skąd to pytanie? Bo my się obawiamy, że przyjdzie do nas pedofil…
??????????????????????????????????????????????????????????????????????
zapadła pełna konsternacji cisza tak wielka, jak ilość pytajników…i w niemy pytajnik zamienił się Sempai – bo skąd taki dziki pomysł?

Dzień któryś obozu – niewinne sprawdzanie czystości w grupie Czarnej. Wchodzimy do domku, na łóżku leży dziewczyna wyglądająca na nieprzytomną, nie reaguje…natychmiast ciśnienie u sempaiów +300, pik adrenaliny w kosmos. Myśli pędzą jak oszalałe. Dziewuszka nagle otwiera oczy z uśmiechem…żarcik taki to był… Słysząc kilka słów gorzkiej prawdy w swoim kierunku o niestosowności takich żartów, uśmiecha się dalej niepewnie z miną „ale o co Wam chodzi”?

Sempai, sempai, koledzy mnie dręczą i szykanują…??????????????… ale o co chodzi? No koledzy nie zgadzają się na to co mówię i śmieją się z moich pomysłów.

Sempai, jestem: poniżany, dręczony, szykanowany, gnębiony, okradany, atakowany, itd itd… takie określenia padają z ust naszych dzieciaków w sytuacjach konfliktowych. A jak wiadomo – gdzie 10 charakterów tam 10 zdań i iście aikidocka harmonia panuje rzadko. Zrobić z tych indywidualności przez 12 dni w miarę sprawnie działąjący team – to w zasadzie mission impossible. Czasem się udaje, a czasem walka trwa do ostatniego gwizdka, a i tak nie kończy się pełnym sukcesem.
Dwie obecnie najtrudniejsze przeszkody do pokonania w pracy wychowawcy to   „skupienie dzieci na sobie” – moje potrzeby są najważniejsze, moje rzeczy, moje sprawy, ja ja ja ja….koledzy nieważni, inni nieważni ja ja ja! na mnie patrz, mi pomagaj, ja chcę… oraz wyobcowanie i problemy w komunikowaniu się między dziećmi związane albo z nieadekwatnym używaniem słów i nazywaniem sytuacji, albo z całkowitą nieumiejętnością ich nazwania i znalezienia się w nich.
Zdarza się, że dziecko świeżo oderwane od tabletu lub komputera mówi językiem gry komputerowej i zachowuje się jak w wirtualnym świecie. Nie rozumie wychowawcy, nie rozumie rówieśników – widać, że słowa słyszy ale treści nie ogarnia. Nie potrafi się odnaleźć w relacjach społecznych. Czasem mówi coś zupełnie bez ładu i składu i wyląda jak otumanione. Brak powiązania w głowie między czynem, a prawdziwym skutkiem, brak życiowej wyobraźni. I o ile świetnie radzi sobie ze stawianiem kolejnej wioski w grze oraz strategicznym przesuwaniu armii na polu bitwy, o tyle kompletnie nie rozumie, że niszczenie drzewa za pomocą kamieni i płyt chodnikowych „just for fun” to zwykły wandalizm, a uderzanie szyby w oknie kończy się jej wybiciem i skaleczeniem ręki. Czasem nie wiadomo też, co jest dobre a co złe, bo okazuje się, że w grze komputerowej zabijanie ptaszków jest fajne i można tak robić, a w życiu – wręcz przeciwnie. Granice tego co dozwolone, a co nie, przesuwają się niebezpiecznie. Nic dziwnego, jeśli na co dzień prawdziwe życie jest tylko męczącym i nudnym przerywnikiem w grze, któremu nie warto poświęcać baczniejszej uwagi.
Równie trudna jest walka w wszechobecnym „JA”. Uczymy nasze dzieci, że są dla nas najważniejsze, co jest absolutną prawdą. Ale też, nie uczymy ich, że tak zwyczajnie – nie są najważniejsze dla innych :) Tam gdzie jest grupa, każde dziecko jest ważne tak samo, ma takie samo prawo do uwagi, opieki, troski, wysłuchania. Dziecko przekonane i przyzwyczajone do tego, że zawsze jego potrzeby są zaspokajane w pierwszej kolejności i na pierwsze żądanie – przeżywa głęboki szok. Jakby niespodziewanie zdetronizować króla :) A co się z tego rodzi? Niezadowolenie, bunt, skargi, roszczenia, złość, smutek, manifestowanie odrzucenia odrzucenia – wszystko po to, żeby skupić na sobie maksimum uwagi.

I mamy oto zbiór wyrwanych z matriksa, połączony ze zdetronizowanymi królewiczami albo królewnami, okraszony dawką introwertyków, przyprawiony jakimś wolnym energicznym elektronem z małą domieszką w różnym stopniu stabilnych pierwiastków. Mieszanka wybuchowa, która tylko czeka na byle detonator.  A wybuch zwykle jest wzmocniony słownictwem rodem z TVN24. Czyli – kolega już nie dokucza tylko dręczy, nie pożycza bez pytania jakąś rzecz – tylko kradnie, nie śmieje się ze mnie – tylko szykanuje, nie szturchnął w bok – tylko pobił itd itd. Powtarzane bezmyślnie słowa zasłyszane z mediów robią przysłowiowe „z igły widły” i zagęszczają atmosferę. Od razu pojawiają się zwielokrotnione nerwy, rozmowa „z górnego C”, adrenalina, odgrażanie się… Dopiero bliższe wnikliwe poznanie sprawy daje jej właściwy obraz i spuszcza powietrze z balona.

Redakcja, która doskonale pamięta czasy, kiedy sprzeczała się z koleżankami i poszturchiwała z kolegami, nieodmiennie i na przekór wszystkim trzyma się starej nomenklatury opisującej rzeczywistość dziecięcych konfliktów. Zdroworozsądkowe podejście każe unikać wszelakiej medialnej górnomowy na korzyść języka być może mniej wysublimowanego, natomiast lepiej i prościej oddającego rzeczywistość, którą jest zwyczajny dziecięcy świat z jego radościami i smutkami.
Czego wszystkim z całego serca i dla oszczędzenia nerwów własnych życzy:)

Yoshi
Redaktor Naczelna Głosu Kołatka

Głos Kołatka: Kiedy głód znaczy głód…

Taka sytuacja: kolacja, stół szwedzki zastawiony, trzy rodzaje wędlin, dwa rodzaje serów, pieczywo, masło, warzywa, wszystko świeżutkie, pachnące, na stoliku po ciepłym racuszku dla każdego na dodatek. Ze stołówki wychodzi dzieweczka z komentarzem – no tu to są naprawdę głodowe porcje… Rzecz oczywiście dotyczy racuchów, które są dodatkiem do kolacji, a nie kolacją właściwą. A na stole szwedzkim – jedzenia wbród. Tyle, że jaśniepanna akurat tym razem najadłaby się chętnie racuchami i jakoś nie mieści się w jej pięknej młodej główce, że nie zawsze dostaje się to, na co się ma akurat ochotę. Ale mina skrzywdzonej przez los jest i opinia o głodowych porcjach idzie w eter.  Inny casus: obiad…mięso zjedzone na stołach zostają surówki, ziemniaki, kasza, zupa…. opinia: na obiad jest za mało jedzenia. Dlaczego nie jesz zupy? Bo eeee… A surówki?..bo….yyyyyyyyyyy…. A ziemniaki dlaczego zostały? bo…yyyyy…
I szczerze przyznaję, słucham tych dzieciaków, a nóż mi się w kieszeni otwiera, rodzi sprzeciw i święte oburzenie. Chciałoby się powiedzieć „nie grzesz”, bo inni naprawdę cierpią głód, a Ty stojąc nad zastawionym stołem śmiesz kręcić nosem”. Pytanie – czy to coś by dało oprócz zdziwionego wzroku mówiącego „ale o co Ci chodzi Sempai…”
Zawsze mnie wtedy zastanawia – jak daleko doszliśmy w swoim kosumenckim postrzeganiu świata, że dzieciaki stojąc nad pełnym stołem mówią, że cierpią głód. Bo nie ma akurat tego jedzenia, na które mają ochotę.
Powiem tak…wychowałam się w czasach, kiedy jedzenie było na kartki. A to bardzo zmienia perspektywę. W moim domu nigdy go nie brakowało, ale zasada była prosta: jesz to co jest – a jak nie jesz to jesteś głodny. Tertium non datur. I to też bardzo zmienia perspektywę. Potem kiedy już sama musiałam dbać o własne potrzeby, też różnie bywało – ale podejście wyniesione z domu właśnie wtedy okazało się niezastąpione. Jadło się to co jest = to na co było stać. I tak już zostało.
Z drugiej strony, uważam, że jeśli jest taka możliwość – to powinno się jeść to, co się lubi, bo jedzenie to jedna z najprostszych przyjemności i warto jej się oddawać;) Sama z przyjemnością jem swoje ulubione potrawy, kiedy tylko mogę. Ale jeśli akurat jest do jedzenia coś innego – to je się to co jest i kropka. Zwłaszcza jeśli jest wybór w potrawach. Można grzecznie czegoś odmowić licząc się z tym, że będzie się głodnym na własne życzenie – ale na pewno nie z tym, że ktoś przybiegnie i będzie dogadzał.

Być może zamiast obozu ze smaczną kuchnią przydałby się niektórym obóz przetrwania, gdzie podstawą surwiwalu nie byłoby budowanie szałasów, ale niedojadanie albo jedzenie rzeczy niezbyt smacznych. Może po pierwsze poznaliby na własnej skórze co oznacza „głodowa porcja” a po drugie zrozumieli, że przede wszystkim należy zaspokoić głód, a potem wybrzydzać. Zwłaszcza kiedy stół zastawiony jest pachnącym smacznie jedzeniem.
Takie behawioralne rozwiązanie wydaje się w niektórych przypadkach zdecydowanie lepsze niż przemawianie do wyobraźni przez pokazywanie głodnych dzieci – nie mówię nawet, że takich naprawdę głodujących w Afryce, ale takich naszych, polskich niedojadających codziennie dzieciaków z biednych rodzin. Bo punkt widzenia najczęściej zależy od punktu siedzenia.

Popełniwszy niniejszy artykulik Redakcja ma świadomość, że temat był już poruszany, ale ile razy by się o tym nie powiedziało – tyle razy będzie dobrze dopóki nad pełnym talerzem będą stały dzieciaki i mówiły ” tu nie ma nic do jedzenia”.

Yoshi
Redaktor Naczelna Głosu Kołatka

Skarby Atlantydy

…zaopatrzeni w magiczne totemy, ukryci dzięki kamuflującym strojom – wyruszyliśmy na poszukiwanie skarbów zaginionej Atlantydy. Najpierw trzeba było odkryć magiczne artefakty i zaznaczyć miejsce ich ukrycia na tajnej mapie po to, żeby archeolodzy Shoguna mogli je potem wykopać. Kto sporządził mapę, ten mógł wkroczyć na tajemniczą i pełną niebezpieczeństw ścieżkę, na której ścigali się najdzielniejsi i najszybsi wojownicy. Następnie przyszedł czas na budowę floty…i oto dzisiaj wyruszyły w pelną niespodziewanych zwrotów akcji dwie floty: Zjednoczona Flota Czarnych a za nią Flota Kolorowych Królestw. W całych poszukiwaniach towarzyszy nam zmienny los – Fortuna wskazuje nowe szanse albo odbiera zapracowane w pocie czoła bonusy. Ale jak wiadomo…Fortuna kołem się toczy:)…

Głos Kołatka: Ad. poczta obozowa…

Redakcja jest pod głębokim wrażeniem niektórych pocztówek przychodzących do dzieci. Szczególne wrażenie zrobiła na nas trójwymiarowa pocztówka z krasnalem. Jak się popatrzy z jednej strony – stoi sobie fajny krasnal z niby młotem w ręce… jak się popatrzy z drugiej – ów krasnal wali się w głowę tym młotem, głowa się rozpryskuje, krew, kawałki lecą na boki… Można sobie tak oglądać raz z jednej raz z drugiej i z upojeniem kontemplować autodestrukcję krasnala…
Niezapomniany widok… idealny dla 7- latka. Starzy ludzie powiadają, że to jak łyżka dziegciu w beczce miodu :)
Zapisawszy w kajeciku na przyszłość, że trzeba zwrócić uwagę nie tylko na treść listów jakie się do dzieci pisze, ale i na rodzaj pocztówek… pozostaję z ukłonami i wdzięcznością dla piszących:)
Yoshi
Redaktor Naczelna Głosu Kołatka.

Głos Kołatka: Listonosz nie zawsze puka dwa razy…

Kołatkowa Wioska – piękne i spokojne miejsce… ale w sumie to dziwny kraj ta nasza wioska – bez tabletów, smartfonów, komputerów, słuchawek w uszach, walącej z głośników muzy… Żeby pogadać z kolegą czy koleżanką trzeba go zawołać aparatem gębowym, a następnie podejść do niego i wymienić informację artykułując w miarę sensowne zdania oraz dodając naturalne emotikony za pomocą mimiki twarzy i mowy ciała. Kto się nie postara – nie będzie zrozumiany, albo zrozumieją go na odwrót. Konsenwencje – widać w ułamku sekundy. Kiedy ktoś się śmieje to słyszy cała okolica, kiedy płacze to łzy płyną strumieniem i buzia mokra. Demoty trzeba sobie opowiadać w postaci dowcipów i od razu wiadomo kogo śmieszą, a kogo nie. Bez lajków. Kiedy się komuś dowcip podoba to skupia umysł i opowiada go innym patrząc na efekt, a nie bezmyślnie klikając „udostępnij”. Discovery Chanel mamy wtedy, kiedy biegamy po ośrodku szukając magicznych artefaktów, a odkrywamy np. ryby w rzeczce pod pomostem albo jagody za domkiem. Nasze Planet pełne jest żywych Animal – latających, chodzących, śpiewających, skaczących, pływających które można wytresować, pogłaskać albo niczym w Assasins Creed, zaczaić się za węgłem i przytłuc klapkiem. Nie rozdaje się „lajków na prawo i lewo, bo okazuje się, że nie ma po co – widać, że jest fajnie. A jak się komuś nie podoba, to się zwyczajnie nafocha i odwróci i też od razu widać. Smuteczki rozwiązujemy przytulankami, a nie wysyłając „keep smile”.
Nasz KołatekSport zawiera transmisje online ze wszystkich sportowych wydarzeń i można go oglądać cały dzień,  a mecze na EUROKołatek 2016 za darmo bez PPV.
Słowem – żyje się aktywnie i nowocześnie w naszej wsi.
Mamy tu w naszej Kołatkowej Wiosce taki zwyczaj, że ludzi listy piszą. Listonosz przyjeżdża codziennie i emocje sięgają zenitu. ” A do mnie jest? A do mnie?” pyta wielooki potwór wpatrzony w kupkę listów…  I radość w każdej parze oczu, kiedy faktycznie – list jest. Można go zabrać, przeczytać, pomiętosić, wrzucić pod łóżko, a potem szukać pół dnia jak skrzynki złota, można wziąć na stołówkę i zalać zupą, wypaprać w lodach, upuścić w kałużę…słowem można to wszystko – czego nigdy nie można byłby bezkarnie zrobić ze smartfonem zawierającym pokrzepiające sms-y.
Powiedziałby ktoś – anachronizm, czasy króla Ćwieczka, uwstecznienie….a my powiemy – miłe, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie namacalnej emocjonalnej epistolografii w epoce virtual live.
Redakcja zachodzi zatem w głowę, co kieruje krewnymi naszych mieszkańców, którzy  z założenia od razu mówią „my listów pisać nie będziemy i dostawać też nie chcemy”. Może mają brzydki charakter pisma? Może braki w ortografii? Może zbyt wielki wysiłek związany z lizaniem znaczka i wyprawą na pocztę? Może obawa przed tym, że nie wiadomo co napisać towarzysko do kogoś, komu na co dzień wydaje się głównie polecenia?
I mamy oto taki filmik na kanale YT…”Ścieżka między domkami, idzie Sempai, niesie listy…z domków wyskakuje wielooki potwór, dopada Sempaia i zaczyna swoje – A do mnie jest? A do mnie jest? Sempai rozdaje liściki. Tymczasem uważny obserwator zobaczy, że jedna odnoga potwora siedzi na schodach domku  z miną „niby to ja, niby nie ja”, grzebie patykiem w ziemi i udaje, że wcale go nic te listy nie obchodzą. Uważny obserwator widzi udawaną obojętność i napięcie, które mówi, ze gdyby tylko okazało się, że list jest – odnoga zerwała by się w pląsach i pobiegła po swoją zdobycz, albo udając dalszą obojętność podeszła dystyngowanie ze znudzoną miną i zabrała list, a taniec radości odprawiła w samotności.”
Redakcja, oglądając takie filmiki zawsze jest mocno poruszona faktem, jak głęboka jest wiara w „rozumowe podejście do emocjonalnej sytuacji”, które ma wykazać 10 latek bez rodziców i bliskich ale za to wśród kolegów, do których ktoś przysyła dowody przywiązania. Takie rzeczy mają swoją cenę i w przyszłości nie pozostaną bez echa.
Możemy w tym miejscu tylko zaapelować do krewnych naszych mieszkańców, żeby odmienili swoje dorosłe serce na chwilę i popatrzyli na świat tu i teraz oczami pojedynczej odnogi potwora. Jeszcze nie jest za późno…

Yoshi
Redaktor Naczelna Głosu Kołatka